Efektywność operowania kapitałem

Stopy zwrotu to ciężki temat, szczególnie dla ludzi, którzy siedzą tylko w jednej branży. Kapitał jest zasadniczo w kapita i większość populacji sprzedaje swoją pracę, za co otrzymuje kompensatę (nie zapłatę – zapłata jest za towar, za usługę jest kompensata), będącą wyrównaniem szkody, jaką jest eksploatacja biologiczna rękodajnego. Od odszkodowań niby podatków nie ma, ale w socjalizmie widać są.

Bardzo ciężko jest wycenić ten kapitał i zwroty z niego właściwym jest oceniać nominalnie i siłą nabywczą. Naiwni wyceniają je średnimi zarobkami w lokacji, ale to błąd, ponieważ produkty mają globalne ceny, które nie zależą od średnich zarobków.

Jak przeliczyć wysiłek i czas włożony w edukację i wytworzenie zasobu biologicznego?

Z całą pewnością próba ujęcia i sprzedaży takiego niewolnika nie odda nam kapitalizacji włożonej w jego wytworzenie. Oznacza to, że inwestycja w niewolnika w ujęciu kapitałowym prowadzi do straty. Natomiast niewolnictwo ma sens ekonomiczny (wskazują na to podatki – niewolnictwo, nawet jeśli częściowe, to nie wolność).

Istotny wniosek z tych faktów jest taki, że wydatki poświęcone na niewolnika (czy to poprzez jego wytworzenie czy ujęcie) należy odzyskać eksploatując go biologicznie. Jest to przymus świadczenia pracy za darmo (podatek 70% oznacza, że 70% czasu pracuje się za darmo).

Najwidoczniej praca jest bardzo dochodowa i ma sens ekonomiczny, skoro państwa zajmują się niewolnictwem. Wniosek z tego dość prosty – wydatki na własny rozwój, w szczególności na emancypację (wyrwanie się z niewoli), są zasadne i przynoszą istotne zwroty nominalne, a po uniknięciu podatków pozwalają zachować trzykrotnie wyższą kwotę do własnej dyspozycji. Najistotniejsza różnica w efektywności zwrotów z tego kapitału jest związana z obraną branżą. Tak samo jest z każdym innym kapitałem.

„Gotówka” w postaci walut i zwroty z kapitału za refinansowanie ubezpieczeń. To forma hazardu, gdzie inwestycją jest własna wiedza (znowu kapita) i doświadczenie z zakresu rozwoju przedsięwzięć i ocena ich zdolności do uzyskania zwrotów z własnych działalności. Ponieważ jest to bardzo płynna dziedzina wiedzy i do zasilenia całego rynku w amortyzację ryzyka potrzeba wolnych zasobów znacznej liczby ludzi, to istnieje na tym rynku pojęcie inwestora indywidualnego (tradera).

Koncepcja tego rodzaju operowania kapitałem polega na tym, że stawiamy cudze zobowiązania wobec nas (walutę) w hazard, iż my wiemy lepiej, niż przeciętnie wie zbiorowość pozostałych takich samych jak my i commercials, jak należy ocenić ryzykowność przedsięwzięć danej firmy (akcje), jej wypłacalności w przyszłości (obligacje), jak ocenić całe branże (indeksy) i względne ważone pomiędzy wycenianymi aktywami (pochodne). Zysk w wypadku takich operacji pochodzi z prawidłowego rozeznania w wybranym czasie zachowań rzeczywistych całego rynku. Jeśli właściwie rozeznasz sytuację – zarabiasz, jeśli błędnie – płacisz za pomyłkę. To pozornie bardzo sprawiedliwe, o ile naszym celem jest rzeczywiste granie w refinansowanie zabezpieczeń wycen.

Olbrzymią zaletą tego typu operowania kapitałem jest bardzo wysoka płynność aktywów. Oznacza to, że zazwyczaj można skapitalizować swoje aktywa i wyjść z „gotówką”, o ile znajdzie się nabywca, a koszt wyjścia jest niewielki.

Wyjątkiem od tej pozornej sprawiedliwości jest tworzenie wehikułów finansowych, które spalają „zainwestowany” kapitał, wymieniając go na wpływy lub dywidendy w czasie swojego działania.

Przykładem takich zagrań jest przejęcie – wpływ na politykę firmy poprzez pakiet udziałów.

W ten sposób korpo wykupują MiSie – chcemy u was zamawiać taniej, ale dużo – odsprzedajcie nam 40% swoich akcji, żeby korpo miało coś do powiedzenia.

Wilk syty i owca częściowo nadgryziona, ale wilk płaci z góry – kupił, a owca będzie konsumował długo – owca ma pewną przyszłość na czas konsumpcji. Wilkowi nie opłaca się zawalić kontraktów z takim MiSiem, bo spadnie mu wycena i dywidenda z zakupionych aktywów. Perspektywa czasowa takiej inwestycji z punktu widzenia korpo trwa dwa lata i nigdy nie przekracza trzech (maksymalny czas zajmowania stanowiska kierowniczego przez osobę odpowiedzialną za utrzymanie relacji z MiSiem). Oznacza to, że korpo musi w 2-3 lata wyżyłować niższymi cenami zamówienia z MiSia, aby odbić sobie to, co utopili w udziałach, ponieważ majątek firmy z punktu widzenia i MiSia i korpo nie podlega rozsądnej kapitalizacji. W tym samym czasie MiŚ musi wyżyłować swoją produkcję i wyeksploatować maszyny, aby jakakolwiek kapitalizacja była nierealna oraz wytworzyć zapasowy park maszynowy w kosztach oraz stworzyć na koszt korpo (taniość wysokiego nakładu produkcji) szerszą bazę klientów. Przygoda kończy się dla korpo wykupieniem kolejnego MiSia z tej samej branży, a dla MiSia – cięciami w personelu i likwidacją działów, jakie obsługiwały korpo oraz zmianą polityki wobec pozostałych klientów.

Kolejnym przykładem jest gwałtowny wzrost zakupów danych aktywów od emitenta i przejęcia kanału jego dystrybucji (proliferacji na rynek) pozwalające na duszenie i uwalnianie podaży. Z punktu widzenia emitenta jest to początkowo korzystne (ktoś wchodzi z kapitałem, płaci żywą „gotówką” za wszystko, co ten emituje), ale po jakimś czasie zaczyna narzucać warunki wykupu kolejnych transz, miotając przy tym płynnością emitenta. Poważni emitenci mają mechanizmy zabezpieczające przed takimi działaniami i są to zazwyczaj nieformalne działania administracyjne, wpływy w państwowym aparacie przemocy, a nawet w prywatnym, jak trzeba. Zazwyczaj taki rozwód boli obie strony i jest kosztowny, gdyż kanały dystrybucji bywają dość unikalne (nisze rynkowe). W takiej transakcji wypala się „zainwestowany kapitał” w zamian za wysokie dywidendy z przejętego kanału i otwarcia na rynki, jakich emitent nie był w stanie obsługiwać (nisze), ze względu na swój ociężały model dystrybucji. Ta metoda jest stosowana również jako proxy dla emitentów ponzi.

Wymienione przykłady przepalania kapitału na wysokie zwroty (które muszą pokryć wydatek kapitału lub rozprowadzić kapitał ze zwrotem na wystarczająco długi okres owych zwrotów) są trudne do zaakceptowania dla typowych graczy giełdowych, trzymających zapis wyceny płynności swoich aktywów. Są też trudne z powodów księgowych – zazwyczaj kanały przepływu zwrotów są bardzo złożone i pączkują kolejnymi proxy w trakcie oraz mają punkty kulminacyjne, przełomowe i teorię zamknięcia – nie jest więc to „inwestycja”, która ma dającą się wyjaśnić w każdym czasie rentę (ta jest w każdym czasie ujemna), choć podsumowanie działań po zamknięciu wykazuje olbrzymi zysk (a już jak teorię zamknięcia podlicza prokurator, to kwoty są astronomiczne).

Przykładem takiego agregatu jest wejście w rynek za 10, ze wzrostem 100% tygodniowo w rynku do wysokości 2k i rozpoczęcie eksploatacji nominalnej 50 / m-c po osiągnięciu 1k w rynku, kiedy wzrost tygodniowy zaczyna gwałtownie spadać. Aby na samym końcu po 3 latach w wyniku konfliktu rynkowego utracić cały udział i zaliczyć przepadek agregatu. To bardziej zagadnienie z psychologii czy uda się odłożyć wyniki nominalne na przyszłe wehikuły, a nawet budować je w trakcie z takiego zasilania. Większość biznesów w bardzo długim terminie (pokolenia) tak właśnie transformuje.

Oczywiście to nie do zaakceptowania dla wychowanych na uczelniach fanatykach procentu składanego. Tak jak i kolejne typy operowania nie nadają się dla dzieci hossy.

W pierwszych artykułach opisywałem jak konstruowany jest wehikuł mikro- i małego przedsiębiorstwa. Bardzo małego, bo miałem nie wychodzić z wydatkami na poziomie 1m PLN na początkowe narzędzia.

Przyjmijmy, że taki wehikuł na poziomie 0.25m PLN zużywa się (niby amortyzuje) w ciągu 10 lat (realnie, bo na papierze to w dwa lata). I pozwala wyciągać nominał 25k PLN / m-c, ale nie da się złożyć procentu (powiększyć tego bazowego 0.25m PLN), ponieważ nijak nie zwiększy to wyjmowanego nominału. Oznacza to, że wstawianie w rubryce 120% zwrotu rocznie jest pozbawione sensu. Ten zapis o niczym nam nie mówi. Informację natomiast niesie skala porównawcza, gdzie 0.25m daje zwrot 25k / m-c, a 1m PLN daje zwrot 40k / m-c, co wskazuje jak gwałtowny jest spadek efektywności operowania coraz większym kapitałem. Jeśli do tego wliczycie rzeczywistą amortyzację i konieczność utrzymania funduszu rezerwowego na poziomie wkładu, to według rachunku dla inwestycji zwiększanie czterokrotne wkładu, aby mieć zwrot 50% zamiast 120%, może się wydawać głupie. Jednakże informacja o zwracanym co miesiąc nominale wskazuje, że inwestycja trzyma się kupy i rozwijanie się z 0.25m na 1m ma w perspektywie pięciu lat jakiś sens ekonomiczny.

Fabryki rozbudowuje się bardzo powoli, dają one olbrzymie zwroty nominalne (dzięki temu mogą działać giełdy, dające rząd wielkości słabsze zwroty za rozliczanie ryzyka fabryk, kopalń, farm). Należy też pamiętać o utrzymaniu kapitału zapasowego pozwalającego na odtworzenie inwestycji. Ciężko wytłumaczyć grającym na lewarze, żeby drugie tyle, co włożyli, trzymali w kieszeni na wypadek obsuwy – zazwyczaj grają wszystkim, bo zwroty na instrumentach finansowych są liche, a płynność wysoka. Tymczasem płynność na agregacie w przedsiębiorstwie jest żadna – upłynnienie fabryki za kilka procent kosztów jej wytworzenia jest praktycznie nieosiągalne – dlatego trzeba żyłować zwroty nominalne i efektywność przedsiębiorstwa, zakładając, że to nie inwestycja na procent, a koszt pozyskania nominalnych zwrotów.

W normalnych warunkach przedsiębiorstwa dzielą się tym zwrotem wydając dywidendy.

Czy budując MiSia (nawet operującego instrumentami finansowymi) bylibyście zdolni emitować udziały płacące kupon?

Dodaj komentarz