Obrona Terytorialna

 

Obrona Terytorialna. Czcze nadzieje polityków.

Pospolite ruszenie jakim są jednostki obrony terytorialnej nie są wstanie powstrzymać nawet oddziałów przeciwnika złożonych z poborowych, nie wspominając o jednostkach składających się z żołnierzy kontraktowych. Ten fakt nie wynika tylko z różnic w szkoleniu czy uzbrojeniu. Ma on podłoże najprostsze z możliwych, a powszechnie nie brane pod uwagę przez wojskowych i opinie publiczną. Owo podłoże to tak zwany kontekst kulturowy jaki został wytworzony w krajach demokratycznych. Aby wyjaśnić jego wpływ na kondycje wojsk wszystkich państw demokratycznych muszę przytoczyć definicję kultury wypracowaną przez Krzysztofa Karonia. Brzmi ona tak:

Kultura- to taka formacja społeczna, która umożliwia działanie podstawowego mechanizmu kultury kształtującego motywację do dobrowolnego podejmowania celowego wysiłku,  prowadzącego do powstania społecznie użytecznego dzieła.[1]

Przy czym podstawowy mechanizm kultury to automotywacja rozumiana jako umiejętność do podjęcia uciążliwego i długotrwałego wysiłku, mającego na celu osiągnięcie satysfakcji.  A społecznie użyteczne dzieło może być rozumiane na potrzeby tego artykułu, jako nabycie pewnych kompetencji sportowych czy wojskowych.

Na potrzebę zobrazowania tego mechanizmu przytoczę przykład sportowców amatorów, którzy trenują dla samej satysfakcji bez jakichkolwiek gratyfikacji zewnętrznych. Wielu z nich podejmuje dość uciążliwe treningi tylko po to, aby przed samym sobą potwierdzić własną wartość. Nie mają oni poza tym żadnych korzyści materialnych ani nawet moralnych w postaci pochwały najbliższego otoczenia. Uważam, że olbrzymia część ludzi w krajach demokratycznych ma bardzo słabo rozwinięty mechanizm automotywacji. Uzasadniam to choćby tym, że olbrzymia część tego społeczeństwa nie podejmuje walki z chorobą otyłości, choć każdy chory może to zrobić we własnym zakresie bez jakiś wydziwionych środków. Ujmując krótko, ludzie współcześni mają ogromne trudność podjęcia jakiegokolwiek trudu, jeśli nie są zmuszeni przymusem bezpośrednim, to znaczy takim, który pochodzi z zewnątrz i przekłada się na realne wymagania. Nawet bardziej subtelny przymus zewnętrzny jakim jest kanon urody współczesnej, zaczyna przegrywać z wygodą, jaka zapanowała w społeczeństwie demokratycznym.

I oto w takich warunkach społecznych młody człowiek na własną rękę ma podjąć trud opanowania rzemiosła wojennego. To się nie uda. Dlaczego można zapytać? Z wielu powodów. Pierwszym to upadek szkolnictwa podstawowego. Ostatnia reforma jest próbą zamaskowania sytuacji, w której w większości szkół panują biegunowo odmienne warunki od tych wymaganych w definicji podanej na początku artykułu. Taki młody człowiek nie umie się uczyć sam dla siebie. Nawet uzyskanie dyplomu studiów wyższych nie oznacza nabycia umiejętności samo uczenia, co z przykrością stwierdziłem po rozmowach ze znajomymi. Drugim powodem jest model życia promowany we wszystkich mediach masowego przekazu. Takiej antykultury jaka panuje w tych mediach daremnie szukać w dotychczasowych dziejach świata. Powszechna pochwała cwaniactwa, lenistwa a także zwykłego złodziejstwa osiągnęła granice absurdu. Sam fakt istnienia pojęcia tzw. „celebrytów” wskazuje na to, że można zarabiać ogromne pieniądze będąc pozbawionym jakichkolwiek umiejętności. Sam fakt zarabiania pieniędzy, nie dając nic w zamian jest szalenie deprawujący dla społeczeństwa. Trzecim powodem jest to, że młodzież która deklaruje zainteresowanie wstąpieniem do sił zbrojnych nie wykazuje prawie żadnego zainteresowania literaturą dotyczącą czy to uzbrojenia czy współczesnych konfliktów zbrojnych. Wiele dobrych czasopism dających choćby szczątkowe pojęcie o realiach militarnych współczesnego świata upadła („Dziennik Zbrojny. Analiza”, „Wozy Bojowe Świata” oraz „Komandos”) bądź musiała zmienić formę („Broń i Amunicja”, „Arsenał”). Ponadto takie książki jak „Komandos” Richarda Marcinki oraz Jona Weismana czy „Pluton Wyrzutków” Seana Parnella i Jona Bruninga nie stały się jakimiś wielkimi hitami wydawniczymi. A przecież mamy dość liczną armię zawodową. Istnieje wiele klas o profilu wojskowym w liceach, podobno działają liczne organizacje paramilitarne.

Śmiem zadać pytanie z skąd wyżej wymienieni czerpią wiedzę o swoim przyszłym zawodzie czy też hobby oraz w jaki sposób zawodowi żołnierze rozwijają swoją wiedzę na temat wbrew pozorom bardzo trudnej sztuki wojennej. Wszyscy oni bez wyjątku i mam tu na myśli nawet generałów, znajdują się w tym dziwnym matrixie w jakim znajdowały się władze powstania styczniowego przed wybuchem tegoż powstania. Jakie były skutki nie muszę przypominać. Nie jest to zresztą nasza narodowa wada. Ten obłęd dotknął każdy sztab generalny, który przystępował do I wojny światowej. Polegał on na tym, że wszyscy uczestnicy tych konfliktów nie przygotowali żadnych planów walki zgodnych z obowiązującą aktualnie sytuacją taktyczną. Nie wyprodukowano dostatecznej ilości środków technicznych, która umożliwiała by realizację planów. Rekruci nie byli w ogóle przygotowani do prowadzenia działań wojennych. Nie umieli strzelać. Nie byli wstanie odbyć tak forsownych marszów, jakie narzuciła sytuacja strategiczna. Przez co przebieg początkowego etapu pierwszej wojny światowej zaskoczył wszystkich jej uczestników. Potem nie umiano przełamać  powstałego impasu. Nie mamy absolutnie żadnych gwarancji, że sytuacja się nie powtórzy. Moim zdaniem istnieje wiele przesłanek iż sztaby państw demokratycznych popadły w podobny stan umysłowy. Ten stan wynika właśnie z braku poszanowania zasad jakimi kieruje się kultura. Nie liczą się realne i konkretne umiejętności, lecz znajomości i światopogląd ideologiczny.

Kolejnym być może najważniejszym przytoczonym przeze mnie powodem niskiego poziomu jednostek obrony terytorialnej są realia ekonomiczne. To właśnie one działają najmocniej na młodego człowieka. Dzisiejszy kapitalistyczny świat doprowadził do takiej sytuacji, że wszystko można przeliczyć na pieniądze i jeśli się coś się nie opłaca, to nikt się tego nie podejmie. Tak się akurat składa że zawód żołnierza w tracie wojny to najmniej opłacalny zawód świata. Trudno mi uwierzyć, aby tak wychowani ludzie utrzymali pozycje podczas ataku nieprzyjaciela posiadającego artylerię.

Cała ta sytuacja jest spowodowana sposobem wychowania młodych ludzi, którzy czerpią wzorce nie od prawdziwie godnych tego ludzi, tylko od tzw. celebrytów. Na skutki nie będzie trzeba długo czekać. Dobrym przykładem, jak młodzi reagują na jakiekolwiek trudności, jest powszechna migracja młodych ludzi za granicę. Czy oni naprawdę będą wstanie bronić ojcowizny? Czy rodzice będą ich w tym wspierać? Czy politycy staną się przykładem dla mas? Czy oficerowie będą rozwijać doktrynę wojenną zgodnie z realiami a nie z ideologicznymi wytworami wyobraźni? To jaka przyszłość nas czeka zależy od tego jak dobrze zrozumiemy definicję podaną na początku, oraz to jak się do niej zastosujemy.

Łukasz Czup.

[1] https://www.youtube.com/watch?v=yDBZFfmH_d0 22 minuta

Dodaj komentarz