Problemy polskich wynalazców- czy jest bardzo źle?

Szanowni Państwo!

Nazywam się Amadeusz Słobodziński. W ubiegłym roku uczestniczyłem w  konkursie na wynalazek dla młodzieży ,,Młody Innowator’’ organizowanego przez Naczelną Organizację Techniczną. Nadesłana  przeze mnie praca, jako jedna z dwóch w moim regionie, zakwalifikowała się do  ogólnopolskiego etapu. Pracę tę wykonałem samodzielnie w przeciwieństwie do drugiej, którą wykonał zespół uczniowski.

Nie piszę jednak by czymkolwiek się pochwalić. Chciałby jedynie się podzielić  kilkoma moimi ,,przemyśleniami’’. Wynalazek, z którym startowałem w zeszłorocznej edycji konkursu czyli regulowany ogranicznik otwierania poziomego okna (zwykłem go nazywać po prostu regulatorem) jest jednym z wielu   moich wynalazków . Jest też jednym z  najmniej pożytecznych.

Celowo wystartowałem z takim właśnie wynalazkiem, ponieważ w zgodzie z przepisami polskiego prawa publiczne wyjawienie istoty rozwiązania technicznego, automatycznie odbiera możliwość uzyskania patentu. Dziś wychodzę z założenia, że mimo to, żadnego z moich rozwiązań  nie uda mi się opatentować. Dlaczego tak uważam ,wyjaśnię za chwilę, wynika to bowiem wprost z moich jak je nazwałem ,,przemyśleń’’.

Oto i moje ,,przemyślenia’’ ,,Wynalazkować’’, jak niektórzy to określają ,zacząłem około sześciu lat temu. Na początku były to po prostu luźne koncepcje, czy raczej niejasne wizje tego, co można by zrobić. Z czasem naturalną droga rozwoju zacząłem wykonywać proste wyliczenia- tylko na takie pozwalały posiadane przeze mnie możliwości. Aby zrobić coś więcej musiałem poprosić o pomoc jakiegoś pracownika wyższej uczelni., ponieważ nie miałem i nadal nie mam dostępu  do sprzętu, ani do właściwych danych (te najbardziej szczegółowe nie zawsze są ogólnodostępne i możliwe do znalezienia w Internecie). Ponadto jeden człowiek nie jest w stanie wykonać w pojedynkę wszystkich koniecznych czynności. Nawet zaawansowany komputer  potrzebuje na obliczenia mnóstwo czasu.

Czasami gdy ludzie oglądają programy telewizyjne o tematyce popularnonaukowej dziwią się, że do skonstruowania przedmiotów codziennego użytku potrzeba tak wielu obliczeń i testów. Tak wygląda świat i takiego podejścia do sprawy wymaga prawo.  O eksperymentach wspominać nawet nie będę, do nich potrzeba ogromnych ilości materiałów, a wiec także i pieniędzy.  Badania zaś musiałem wykonać, chociażby dlatego, że do uzyskania patentu potrzebne jest opracowanie przykładu użycia wynalazku. Sam opis niezależnie jaki by był nie wystarczy. Wykonałem więc  najbardziej intuicyjny ruch- ze stron internetowych uczelni zebrałem adresy mailowe ich pracowników, by zwrócić się do nich o pomoc. Początkowo byłem nastawiony dość optymistycznie. W końcu pracownicy uczelni wyższych organizują zajęcia dla młodzieży, na których gorąco zachęcają do zainteresowania się nauką  W  telewizyjnych lub radiowych wystąpieniach robią zresztą to samo. Później pod wpływem zasłyszanych informacji na temat innowacyjności Polski i sytuacji kilku polskich wynalazców mój entuzjazm zaczął maleć z szybkością funkcji kwadratowej. Na  tak zebrane adresy wysłałem proste  zapytanie, czy dany pracownik zechciałby pomóc w opracowaniu potrzebnego mi  przykładu. Nie pisałem o jaki dokładnie chodzi projekt ( nie mogłem przecież od tak sobie ujawnić istoty rozwiązania!).  Na początku chciałem dowiedzieć  się czy człowiek, do którego piszę w ogóle posiada chęć pracy nad nową technologią. Wyniki moich działań były następujące: na sto dwadzieścia trzy wysłane    e-maile, uzyskałem siedem odpowiedzi. Cztery z nich  były odmowne. Trzej pracownicy, którzy wstępnie zgodzili się pomóc, jak na razie tego nie zrobili.  Pisali, że to zwyczajnie nie jest ich dziedzina lub kazali przypomnieć się za jakiś czas. Może kogoś zdziwi to, że wysłałem wiadomość również do ludzi o odmiennej specjalizacji. Ale pod wpływem docierających do mnie informacji, postanowiłem poprosić o pomoc jak najwięcej osób, choćby po to, by pokierowali mnie dalej.

Z tych właśnie powodów uważam, że nie uda mi się nigdy uzyskać patentu. Moja tragedia jednak jest niczym w skali tragedii całego kraju. Nie chodzi tu wcale o moje wynalazki i to co mogłyby dać społeczeństwu. Chodzi o nastawienie pracowników uczelni wyższych do tego czym powinni się zajmować. Niezależnie od tego, kto poprosiłby ich o pomoc, to oni mu jej nie udzielą. Ja pytałem bowiem o jakąkolwiek chęć udzielenia pomocy w badaniach technicznych. A jej nie było.  Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że wynalazczość niejednokrotnie była podstawową przyczyną sukcesu gospodarczego państw. Było tak w czasach chociażby angielskiej rewolucji przemysłowej w XIX wieku. Słyszał o niej chyba każdy, o ile nie spał na lekcjach historii. Dzieje się tak dlatego, że wynalazcy tworzą po prostu lepsze maszyny, które z kolei dają lepsze efekty. To kwestia prostych rachunków. Ekonomiści już dawno wykazali, że rozwój intensywny, czyli polegający na podniesieniu jakości jest bardziej opłacalny niż ekstensywny, czyli polegający na zwiększaniu ilości środków produkcyjnych. W sumie jest to bardzo intuicyjne. Bardziej opłaca się wprowadzić do fabryki nową maszynę, która podnosi produktywność dwukrotnie, czy może nawet tylko o trzydzieści procent, aniżeli budować następną fabrykę od podstaw.  Przychody muszą przewyższać wydatki. To najbardziej podstawowe prawo biznesu. Niestety przy obecnym nastawieniu pracowników naukowych pozostaniemy daleko w tyle za Zachodem. Nasze obecne sukcesy nigdy nie są całkowite, nierzadko zagraniczne koncerny zyskują na nich bardziej niż sami Polacy. Wiele medialnych wynalazków nie zostaje opatentowanych lub są one sprzedawane za bezcen. Nie raz jednak słyszymy o tym, że jakaś polska technologia jest najlepsza na świecie. W mediach można było usłyszeć na przykład o niebieskim laserze oraz grafenie. Rzadko jednak takowe technologie odnoszą  sukces komercyjny. Jednak już samo ich istnienie pokazuje jak dużym potencjałem wynalazczym dysponują Polacy. Sam znam kilku wynalazców, często są to ludzie z patentami lub  wykształceni w temacie co pozwala im zaufać. Sami mają wynalazki, które w mojej ocenie są nawet lepsze niż te, którymi pochwalono się w mediach. Niestety  także cierpią  na paraliż taki jak mój. To jest nasza tragedia. Kto wie, czy wynalazki znajdujące się dziś w szufladach ich twórców nie rozwiązują tych najbardziej straszliwych problemów  jak epidemia nowotworów, kryzys energetyczny czy może  głód. Jak wiele  problemów dałoby się rozwiązać gdyby chociaż przez chwilę  wsparto rozwój tych technologii.

Muszę zabrać głos w jeszcze jednej kwestii- otóż ostatnio Polski rząd wprowadził lub zapowiedział wprowadzenie reform mających wspierać wynalazczość. Nie mogę powiedzieć, żeby były to zmiany złe i mimo, że nie identyfikuję się z żadną partią polityczną jestem rządowi wdzięczny. Zauważmy jednak pewną kwestię- wsparcie otrzymują przede wszystkim start-upy lub ludzie współpracujący z przedsiębiorcami. Do osób fizycznych pomoc właściwie nie trafia. Nie każdego wynalazcę stać na założenie start upu. Nawet gdyby przeznaczył na to oszczędności życia to nie ma absolutnie żadnej pewności, że odniesie sukces jako przedsiębiorca. Pamiętajmy również o tym, że rozpoczynając działalność gospodarczą staje się on konkurentem innych przedsiębiorstw. Jego produktu lub usługi będą lepsze i zaczną stanowić poważną konkurencję dla innych podmiotów. Chyba oczywistością jest, że wynalazcy stojącemu na czele jednoosobowej firmy trudno jest konkurować z koncernem obracającym miliardami dolarów.

Można oczywiście zdecydować się na drugie rozwiązanie- podjąć współpracę z przedsiębiorcą, który już funkcjonuje na rynku. Oceńmy jednak sytuację chłodno- przedsiębiorstwa chcą nie tyle rozwoju ludzkości co własnego zysku. Będą inwestować w to co daje się szybko i drogo sprzedać. Na pomoc ruszą im oczywiście zastępy speców od marketingu, którzy będą tworzyć setki głupkowatych reklam. Finalnie inwestycje obejmą wyłącznie kilka projektów. Na więcej po prostu nie przygotuje się akcji marketingowej. Po upływie  kilku lat ludzie i tak dojdą do wniosku, że zakup nowego gadżetu był zwyczajną stratą pieniędzy. Poza tym czy ktokolwiek może powiedzieć, że polscy przedsiębiorcy są bardzo innowacyjni? Po raz drugi porównajmy nasze przedsiębiorstwa do tych zachodnich. Oczywiście nigdzie nie liczy się to co naprawdę potrzebne ludziom, tylko to co łatwo się sprzedaje, ale mimo wszystko na Zachodzie myśli się o gospodarce w nieco szerszej i dłuższej  perspektywie.  Pamiętajmy też o tym, że istnieją wynalazki, które niekoniecznie przyniosą zysk dystrybutorom, ale pomogą zwykłym ludziom.  Gdy uczyłem się o ekonomii, dowiedziałem się,  że istnieją takie dobra, które są niezwykle cenne dla społeczności, ale nie ma chętnych do ich finansowania. Najprostszy przykład to infrastruktura drogowa. Cenna dla społeczności, ale nie przynosząca bezpośrednich zysków podmiotom gospodarczym. Póki droga jest publiczna mało kto w nią zainwestuje. Jeśli ktokolwiek miałby to zrobić to tylko szary jej użytkownik i to jeszcze w ramach zorganizowanej akcji.

Jeśli chcemy, żeby Polska była państwem w którym życie niekoniecznie jest wspaniałe, ale przynajmniej znośne to musimy zacząć poważne i przede wszystkim odważne zmiany w naszym kraju. Nie wystarczy  tylko wprowadzić ustawy, czy nawet jak mówią niektórzy konstytucji dla nauki lub biznesu. Wprowadzanie zmian to nieustanny proces. Metaforycznie mówiąc- takie konstytucje trzeba wprowadzać przez cały czas. Nie wystarczy wygrać raz, trzeba walczyć i wygrywać przez cały czas. Nie wystarczy wesprzeć tego, czy innego wynalazcę. Trzeba wspierać ich nieustannie. Inaczej zostaniemy po prostu pochłonięci przez silniejszych niż my. Wzywam Was przedsiębiorcy, samorządowcy, politycy- stawiajmy na wynalazczość-dziedzinę życia która  realnie tworzy naszą przyszłość. Dziedzinę, która jest szczególna pod tym względem, że jej wytwory nie przemijają zbyt   szybko. Często tak jak na przykład koło są praktycznie wieczne.

Dodaj komentarz